Tematy


Koncentracja jako metoda wyniszczenia
Fot: Barbara Czarnecka

Koncentracja jako metoda wyniszczenia 01 paź 2020

„Piekło obozów, które musiałyśmy przeżyć, wytrzymać i nie stracić zmysłów, było na ogół trudniejsze dla kobiet niż dla mężczyzn. Kobiety, które z natury swojej są w większości domatorkami, kochającymi dom, jego ład i porządek i ciepło, wtrącone do obozu muszą się tego wszystkiego wyrzec. Tłum otaczający ciągle i nieustępliwie wyklucza jakiekolwiek odseparowanie, zamknięcie się ze swoim bólem czy radością. Ciągle razem. Nawet w nocy wspólna koja czy siennik, zmasowane oddechy, chrapanie, a często rozpaczliwy szloch wykluczający snucie myśli własnych, modlitwy czy marzeń może nierealnych, ale tak bardzo ułatwiających przetrwanie”[1]

W literaturze przedmiotu i szerokim odbiorze społecznym doświadczenie obozów pozostaje uniwersalizowane (w tym duchu o „ustroju terroru” pisze np. Wolfgang Sofsky). Okazuje się jednak, że większość aspektów egzystencji w lagrze, w tym również doświadczania go jako przestrzeni, miała odmienny wymiar dla kobiet i mężczyzn (w kolejnych artykułach będzie można znaleźć więcej informacji na temat tej różnicy).

Na początku chcę zwrócić uwagę na frazeologizm ‘obóz koncentracyjny’. Warto zauważyć, że ten ustabilizowany w sieci znaczeń naszej, oswojonej z wiedzą na temat lagrów, kultury związek wyrazowy nie zachowuje wewnętrznej równowagi, pozostaje funkcjonalnie niesymetryczny. Człon ‘obóz’ doskonale obywa się bez przymiotnika, sam już stanowiąc synonim terroru SS i generując oczywiste sensy (obóz to masowa izolacja, eksterminacja, głód, zimno, choroby)[2]. Zaś w tym kontekście, o wyjątkowo silnej, dociążającej dyspozycji semantycznej i emotywnej, wyraz ‘koncentracyjny’ okazuje się wątlejszy, jakby ulotny, najczęściej niekonieczny dla wskazania przedmiotu sprawy; stąd właśnie np. redakcja naukowa kompendium Ślady Holokaustu w imaginarium kultury polskiej podjęła problem niemieckich obozów koncentracyjnych pod jednowyrazowym hasłem ‘obóz’[3].

Podobnie autonomicznie zachowuje się wywiedzione z języka niemieckiego, a spolszczone słowo ‘lagier’, czy zachowujące oryginalny kształt ‘lager’. Często używany akronim ‘KL’ pochodzi od niemieckiego złożenia ‘Konzentrationslager’, ale w polskim piśmiennictwie, jako odpowiednik skrótowca ‘KL’ z powodzeniem funkcjonuje jego oderwany składnik ‘lager’, z tym, że dodatkową rolę odgrywa tu językowe, a więc i brzmieniowe nacechowanie niemieckością[4]. Przyczyna tych semantycznych przesunięć tkwi, jak to zwykle bywa, w rzeczywistości pozajęzykowej i można jej upatrywać w kierunku najczęściej podejmowanych tropów interpretacyjnych obozowego doświadczenia, którym koncentracja w przestrzeni, jako reguła codziennego bytowania i umierania więźniów właściwie uchodzi na plan dalszy. A przecież obozowe stłoczenie, tłum były nie tylko koszmarnym dodatkiem, lepiszczem, czy uszczelnieniem (jeśli tak rzec można) pozostałych nieszczęść, ale samoczynnym elementem wyniszczenia i kryterium śmierci[5].

Obóz koncentracyjny - „miasto terroru”

Obozy powstające w Trzeciej Rzeszy po stworzeniu stosunkowo prowizorycznego, dopiero później rozbudowywanego Dachau (1933), były projektowane, jako „miasta terroru”[5] mające pomieścić po kilka tysięcy ludzi, ponadto szybko okazywało się, że liczba ta wzrastała do kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu tysięcy osadzonych[6]. Niemieckie podejście do koncentracji, jako idei stłoczenia w niewielkiej i zamkniętej przestrzeni mas ludzkich, wiązało się nie tylko z bezpośrednio stosowaną tam eksploatacją i eksterminacją, ale wykazywało dalekowzroczny okrutny cynizm, związany z dodatkowymi „zyskami” z takiego, nastawionego na jej maksymalne zagęszczanie zorganizowania. „Samodegradacja” więźniów będąca efektem warunków lagru dopełniała dzieła ich wyniszczenia.

Koncepcje urbanistyczne a zbrodnie przeciwko ludzkości

Edward T. Hall w The Hidden Dimension (1966) ustawiając w antropologicznej perspektywie formy dystrybucji przestrzeni, porównał wpływ na mieszkańców nowoczesnych miast amerykańskich koncepcji urbanistycznych oraz... zbrodnie przeciwko ludzkości („W Stanach Zjednoczonych nowe koncepcje urbanistyczne i liczne zbrodnie przeciwko ludzkości popełniane w ich imieniu dowodzą całkowitej niewiedzy o tym, jak tworzyć otoczenie odpowiednie dla różnych populacji wypełniających nasze miasta”)[7]. Twórca proksemiki niewątpliwie przesadził z przyjęciem tej samej optyki dla mieszkańców „normalnej” metropolii, i więźniów w warunkach skrajności, nie mniej uchwycił narzucający się fakt, że sam sposób przestrzennej organizacji ludzkiej egzystencji może mieć na nią wysoce destrukcyjny wpływ.

Tworzenie sieci lagrów

W przypadku obozów koncentracyjnych o doświadczaniu przestrzeni przesądzał (w generaliach) narastający jej brak i nasilający się deficyt osobniczego dystansu. Na sieć lagrów zakładanych przez Niemców na terenie Rzeszy i krajów okupowanych można spojrzeć jak na ewoluującą, w coraz to bardziej przyspieszającym tempie przestrzeń koncentracji, gdzie następna wykształcała się, jako wynik wyeksploatowania poprzedniej. Wypełnianie się jej w pierwszych obozach i brak wolnego miejsca dla kolejnych więźniów są przyczyną pączkującego i rozrastającego się systemu KL (Konzentrationslager)[7]. Tę przyczynowość widać już w samej tylko frazeologicznej meta-warstwie historycznej narracji, referującej powstawanie kolejnych nowych lagrów po 1933 roku, operującej frazami w rodzaju: ‘utworzenie wielkiego KL’, ‘dotychczasowy obóz okazał się za mały’, ‘poszukiwanie nowego miejsca’, ‘dostateczna przestrzeń’, itp.

Decyzja o obozach tylko dla kobiet – rok 1939

Pierwszy obóz dla kobiet w Ravensbrück wyewoluował się z więzienia dla kryminalistek i tzw. politycznych, i to właśnie brak miejsca w zapełniającym się lichtenburskim zamku oraz w więzieniu w Moringen sprawił, że Himmler podjął decyzję o otwarciu w 1939 roku obozu tylko dla kobiet (jeden sektor męski).

Kolejne miejsca przeznaczone na uwięzienie kobiet: kobiecy, od razu przepełniony, podobóz Birkenau, kobiece pola na Majdanku, czy baraki dla kobiet w Stutthofie, powstawały jako podobozy męskich lagrów. Jednak nie wszystkie obozy miały sekcje kobiece, stąd konieczność transportowania więźniarek na duże odległości (mająca konsekwencje również w masowych zgonach wskutek fatalnych warunków podróży i braku zaprowiantowania) i stale powiększająca się liczba osadzonych w Ravensbrück oraz krańcowe przeludnienie tego obozu pod koniec wojny.

Opis celty[8] postawionej w sierpniu 1944 roku w Ravensbrück, kiedy przekroczone zostały już wszelkie granice pojemności baraków[9] spotykamy w wielu obozowych relacjach, nie tylko polskich byłych więźniarek[10].

Również pod namiotem, w którym zgromadzono pewną liczbę nowo przybyłych, panowały przerażające warunki. Dzień i noc w całym obozie słychać było pełne strachu krzyki stłoczonych pod nim ludzi. Na gołej ziemi i tylko z namiotem nad głową ściśnięto kilka tysięcy osób do tego stopnia, że nie było nawet miejsca, żeby usiąść. Jedni stali stłoczeni jak śledzie w beczce, inni, którym udało się zdobyć trochę miejsca, siedzieli w kucki. W namiocie panowało prawo dżungli: prawo silniejszego, ponieważ ze względu na ciasnotę niemożliwe było przestrzeganie porządku[11].

W książce wspomnieniowej Charlotte Müller, Die Klempnerkolonne in Ravensbrück zamieszczono rysunek ciemnego wnętrza płóciennego namiotu podpartego drewnianym rusztowaniem, pod którego naprzeciwległymi ścianami pokotem, gęsto, ciało przy ciele leżą kobiety. Pomiędzy ich skierowanymi do środka nogami istnieje tylko wąskie przejście na wskroś całej, przypominającej podziemny tunel celty. Był to stary namiot wojskowy, który pełnić miał funkcje więźniarskiego bloku; wówczas, w drugiej połowie 1944 roku, kiedy przegęszczenie doskwierało większości lagrów, sukcesem organizacyjnym było zdobycie nawet takiego locum, „...Suhren [komendant – dopisek mój B.C.] twierdził później, że znalazł ostatni w całych Niemczech – takie było na nie zapotrzebowanie w innych zatłoczonych obozach”[12].

Prowizoryczne pomieszczenie miało ok. czterdzieści metrów długości, dziesięć szerokości i trzy wysokości, nie było w nim oświetlenia, ujęcia wody i kanalizacji. Skierowano do niego najpierw kobiety i dzieci przywiezione w popowstaniowej Warszawy, potem więźniarki z Auschwitz i węgierskie Żydówki. Liczba wciśniętych tam jednocześnie osób przekraczała cztery tysiące. Celtę postawiono bezpośrednio na błotnistej ziemi, w zagłębieniu terenu pomiędzy blokami numer 24 i 26[13], kobiety leżały tylko na cienkiej warstwie słomy. Warunki i choroby dziesiątkowały więźniarki i „namiot śmierci” szybko osiągnął umieralność przekraczającą jej średnią dla Ravensbrück[14] Zlikwidowano go w lutym 1945 roku, teren splantowano, a inspekcjom kontrolującym warunki lagru tłumaczono, że ta połać świeżej ziemi oznacza miejsce przygotowane pod boisko sportu i rozrywki dla więźniarek.

Postawienie tego konkretnego namiotu (wkrótce w Ravensbrück pojawił się kolejny), gorączkowe tworzenie całych namiotowych kwartałów w innych obozach i budowanie tam naprędce prowizorycznych baraków, a czasem tylko wydzielanie następnej parceli ogrodzonego i strzeżonego terenu, jako miejsca dla przybywających więźniów, wiązało się z przebiegiem działań prowadzonych na froncie wschodnim. Rosyjska ofensywa spowodowała, że Niemcy opróżniali kolejne obozy na terenie Polski, zaś tysiące więźniów napływało do lagrów położonych za niemiecką linią frontu.

Sytuacja pod względem ich przeludnienia pod koniec 1944 stawała się tragiczna, ale nie tylko do tego okresu należy odnosić problem lagrowego tłoku.

Epilog tego przepełnienia też pozostaje tragiczny i można go widzieć, jako prawdziwe szaleństwo: Ravensbrück przyjęło rolę obozu – centrali przesiedleńczej, jednak i ten, do samego końca rozrastający się lager, nie był w stanie pomieścić nawet tymczasowo przyjmowanych więźniarek, i dlatego je mordowano

Fragmenty artykułu: Barbara Czarnecka, Koncentracja jako metoda wyniszczenia (Ravensbrück), „Teksty Drugie” 2020, nr 3, s.213-232.

Barbara Czarnecka<

Barbara Czarneckaxxxx

dr hab., biolożka i literaturoznawczyni zatrudniona w Zakładzie Badań Interdyscyplinarnych UwB, autorka między innymi książki "Kobiety w lagrze. Zapis doświadczenia" (WUJ 2018), pomysłodawczyni i kierowniczka projektu "Aktywna kultura pamięci - kobiece doświadczenie obozu koncentracyjnego".

Urszula Winiarska

Urszula Winiarska

Redaktorka i twórca koncepcji merytorycznej strony internetowej: kobietywlagrze.pl promującej wiedzę o obozowym doświadczeniu kobiet oraz mediatorka, koordynatorka realizacji projektu "Aktywna kultura pamięci - kobiece doświadczenie obozu koncentracyjnego".

Źródła

  1. Wanda Ossowska, Przeżyłam... Lwów – Warszawa 1939-1946, Warszawa 1990, s. 264.
  2. Por. Joanna Krakowska, Obóz [w:] Ślady Holokaustu w imaginarium kultury polskiej, red. Justyna Kowalska-Leder, Paweł Dobrosielski, Iwona Kurz, Małgorzata Szpakowska, Warszawa 2017, s. 275-318.
  3. Tamże.
  4. Np. Janina Komenda, Lager Brzezinka, Warszawa 1986; Arkadiusz Morawiec, Literatura w lagrze, lager w literaturze. Fakt – temat – metafora, Łódź 2009.
  5. Nikolaus Wachsmann, KL: historia nazistowskich obozów koncentracyjnych, tłum. Maciej Antosiewicz, Warszawa 2016, s. 116.
  6. Obóz koncentracyjny w Sachsenhausen (1936), który pierwotnie miał pomieścić 6 tysięcy więźniów, z reguły był obsadzony 10-15 tysiącami., a pod koniec 35 tysiącami więźniów.
  7. Tę zasadę pączkowania dobrze widać w historiograficznej narracji Nikolausa Wachsmanna, który referuje powstanie jednego z pierwszych nazistowskich obozów w Sachsenhausen: „Heinrich Himmler uważał utworzenie wielkiego KL w pobliżu niemieckiej stolicy za pilną konieczność. W tym czasie w Berlinie był tylko jeden obóz SS, Columbia-Haus, osławione dawne więzienie. Gestapo przejęte przez IKL w grudniu 1934 roku. A ten budynek był o wiele za mały dla masy wrogów, których upatrzył sobie Himmler. Gdy szukano odpowiedniej lokalizacji dla wielkiego obozu, Oranienburg, miasto, gdzie znajdował się jeden z największych pierwszych obozów, wydawał się idealnym miejscem”, Nicolaus Wachsmann, KL: historia nazistowskich..., s. 114.
  8. Z j. niemieckiego ‘Das Zelt’.
  9. W większości baraków kobiety spały po trzy na pryczy, ale w dużych, najnędzniejszych blokach tłoczyły się po siedem na dwóch złączonych siennikach. Jadalnie pełne były więźniarek, które leżały na stołach, ławach i na podłodze. W blokach cygańskim kobiety kucały nad miednicami jak >>kury na grzędzie<<, opowiadała Sylvia Salvesen. W kostnicy zawsze zalegało tyle zwłok, że ciała leżały jedne na drugich w blokowych umywalniach, dopóki nie zabrał ich specjalny wózek”, Sarah Helm, Kobiety z Ravensbrück. Życie i śmierć w hitlerowskim obozie koncentracyjnym dla kobiet, tłum. Katarzyna Bażyńska-Chojnacka, Piotr Chojnacki, Warszawa 2017, s. 547.
  10. „W tej kwaterze nie ma łóżek dla nowo przybyłych; jej mieszkanki, zaopatrzone tylko w cieniutkie obozowe koce, muszą spać na ziemi. Przy takim ścisku trzeba wykorzystać każdy skrawek przestrzeni. Ale ziemia aż chlupie od wilgoci, a płachta namiotu zastępująca dach, trzaska na wieczornym wietrze. – To diabelski pomysł – stwierdza jedna z czerwonym trójkątem po długim, pełnym przygnębienia milczeniu – Czegoś takiego się nie robi – Robi się, robi – odpowiada inna krótko. – One wszystkie umrą. Na tej zimniej i mokrej ziemi”, Anja Lundholm, Wrota piekieł. Ravensbrück, tłum. Ewa Czerwiakowska, Warszawa 2014, s. 118.
  11. Za Berndhard Strebel, Kl Ravensbrück. Histria kompleksu obozów, tłum. Agnieszka Milewska, Magdalena Kurkowska, Gdańsk 2018, s. 242.
  12. Sarah Helm, Kobiety z Ravensbrück..., s. 547.
  13. Inne źródło podaje numery baraków 24. i 25. Zob. Sarah Helm, Kobiety z Ravensbrück..., s. 547.
  14. Od jesieni 1944 roku śmiertelność więźniarek (związana z przepełnieniem obozu, pogarszającymi się warunkami i masowym uśmiercaniem) gwałtownie wzrosła. Zgony zakwalifikowane jako „z przyczyn naturalnych”: w listopadzie – 272, w grudniu – 727; w 1945, w styczniu – 1221, w lutym 1514, zob. Bernhard Strebel, Kl Ravensbrück..., s. 589. Por. tamże, s. 648. Strebel podaje dane za Germaine Tillon, gdzie za rok 1944 wyliczono łącznie – rewir - 2025 zgonów, zaś - wydz. polit. - 2286 zgonów.