Tematy


O szansach przetrwania pięknych kobiet w obozie koncentracyjnym

O szansach przetrwania pięknych kobiet w obozie koncentracyjnym 11 lis 2020

W czasie wojny inaczej dla mężczyzn i kobiet rozgrywała się dynamika wydarzeń historycznych, zaś w obozach koncentracyjnych różnice płci o charakterze biologicznym i kulturowym zostały sprowadzone do odmiennych sposobów dręczenia i eksterminacji[1].

Kiedy Charlotte Delbo (francuski ruch oporu) przebywała w Auschwitz-Birkenau (rok 1943), płeć stawała się jedną z ważniejszych kategorii selekcji. Choć na początku wojny kobiety pozostawały jeszcze na marginesie eksterminacji, wiele zmieniło się po klęsce Niemców pod Stalingradem, kiedy nastąpił wzrost zapotrzebowania na siłę roboczą. Wówczas niezbędni stali się przede wszystkim mężczyźni, fizycznie wydolniejsi od kobiet, dlatego częściej gazowano więźniarki.

Na egzystencję kobiet w obozach koncentracyjnych składały się różnorodne elementy nieobecne w doświadczeniu męskim. Oprócz ciąży i macierzyństwa w ich oczywistym fizycznym wymiarze oraz traumy przeżywania tych stanów w nieludzkich warunkach, z kobiecością wiązało się narażanie na niektóre typy eksperymentów pseudomedycznych, na gwałt seksualny (choć nie omijało to też mężczyzn, szczególnie młodych, i dzieci). Kobieca emocjonalność, inaczej niż męska, musiała się zmagać z problemem przeprowadzanej w obozie na wiele sposobów degradacji i destrukcji ciała oraz towarzyszącym temu upokorzeniem.

Upubliczniona przymusowa nagość, depersonalizacja przez ogolenie ciała (tak znacząca, że pozbawione włosów kobiety nie poznawały siebie nawzajem) zapisały się w kobiecych narracjach obozowych, jako doznania z rzędu najgorszych, najbardziej uderzających w poczucie godności i najmocniej dehumanizujących.

Kobiecość w lagrze pociągała też za sobą odmienne niż u mężczyzn taktyki przetrwania, czyli uniknięcia selekcji do gazu przez nadanie młodego i zdrowego wyglądu. Farbowano siwe włosy[2], malowano usta i policzki, albo tuż przed selekcją szczypano się w nie, chcąc wywołać ułudę czerstwości, poprawiano garderobę[3].

Selekcja – opowiada, drżąc jak w febrze – to było coś strasznego. Bałam się, czy nie wyglądam za blado, czy nie mam spuchniętych albo za cienkich nóg. Gryzłam usta aż do krwi, bo miałam sine. Szczypałam się w policzki, podnosiłam głowę, udawałam, że jestem zdrowa, że nic mi nie jest. Udawałam (…) a właściwie byłam chodzącym trupem[4].

Walka o schludny wygląd, wytworzenie wrażenia krzepkości ciała były zmaganiem ze śmiercią. Proza Charlotte Delbo wielokrotnie unaocznia znaczenie w obozie przekonującego wyglądu: Pani Brabander biegła bardzo dobrze.
[…] Zmarszczki na twarzy postarzały Panią Brabander. Już się o niej mówi w czasie przeszłym[5].
(Bieg selekcyjny był częstą metodą wybiórki do zagazowania.)

Pokrewny mechanizm selekcji decydował o wyborze kobiet do eksperymentów pseudomedycznych. I taką sytuację odtwarza Delbo w scenie obozowego apelu:

Jakiś esesman zbliża się, poznajemy go od razu, to lekarz. Szybko najsilniejsze wślizgują się do przodu, zsiniałe szczypią się w policzki. Zbliża się ku nam, lustruje nas. Czy wie, że jego spojrzenie budzi w nas strach?/ Przechodzi./ Oddychamy./ Trochę dalej zatrzymuje się przed szeregiem Greczynek. Pyta: „Które mają od dwudziestu do trzydziestu lat i urodziły żywe dziecko?”/ Blok doświadczalny potrzebuje świeżych królików./ Greczynki przyjechały niedawno./ My już jesteśmy zbyt długo, kilka tygodni. Za chude lub za słabe, by nam otwierać brzuch[6].

Atrakcyjny wygląd stwarzał „szansę” na zatrudnienie młodych kobiet w obozowym puffie. Trudno dociec, czy regułę stanowiło to, że wybierano ładniejsze od innych, czy najistotniejsze były młodość i zdrowie[7]. Janina Augustynowicz wspomni: „Bywały dni, kiedy SS-mani poszukiwali ładnych dziewcząt…”[8]. Puff stanowił wątpliwą możliwość przetrwania, ekstremalnie eksploatował i uprawdopodabniał inne rodzaje zagrożenia życia.

Tylko w samych świadectwach ocalonych, zawartych w wydanym w 1945 roku zbiorze Dokumenty zbrodni i męczeństwa[9], przedstawiono wiele sytuacji, w których o tragicznym wyborze decydowała kobieca uroda właśnie. Oto fragment relacji Tamary Szapiro dotyczącej Majdanka:

Co parę dni selekcja na apelplacu. Przy selekcji kierowano się kaprysem. Szły na gaz starsze, słabe, tlenione, blondynki o aryjskim typie, a przede wszystkim kobiety piękne. Zostawały przeciętne, nierzucające się w oczy[10].

W obozie nawet wybitnie „aryjski” wygląd nie stanowił ochrony. W połączeniu z cielesną atrakcyjnością mógł prowokować oprawców jako przede wszystkim piękno, bez związku z fenotypem „rasy”. „Szansa pięknej dziewczyny” w obozie mogła więc stać się synonimem segregacji.

Uroda kobiet i warunki całkowitej bezkarności wyzwalały zachowania dewiacyjne. Klaus Theweleit, niemiecki literaturoznawca, teoretyk kultury i pisarz, poddał refleksji nazizm i jego przejawy z perspektywy relacji płci. W faszyzmie i działaniach mających na celu eksterminację „podludzi” uchwycił mechanizm i zidentyfikował reprodukcję rzeczywistości historycznej nasyconej takim właśnie, przemocowym i seksualizującym, stosunkiem do ciała.

Jako jedno ze źródeł bestialstwa wobec kobiet wskazał patologiczną dyscyplinę, jakiej poddane były pokolenia niemieckich mężczyzn od czasów Fryderyka Wilhelma. Według badacza spełnienie i poczucie wolności zyskiwali oni poprzez różne formy „rozprawienia się” się z niepokojącą kobiecością, jej płciową odmiennością, seksualną siłą i erotyczną atrakcyjnością.

Kobiety niepasujące do żadnego dobrego obrazu automatycznie podpadają pod kategorię „popęd” albo „dziwka”; są to istoty podstępne i nastawione na kastrowanie. Trzeba więc odpowiednio do tego je traktować. Mężczyźni, żołnierze, których życie jest „walką”, nie czekają, aż im samym zdarzy się coś potwornego. Atakują, zanim taka kobieta zyska sposobność urzeczywistnienia swych strasznych zamiarów[11].

Akty sadystycznego mordu Theweleit interpretuje dwojako. Po pierwsze symbolicznie, jako stosunek płciowy. Niszczy on genitalia zmysłowej kobiety, które – jak widzieliśmy – są dla żołnierza źródłem kastracyjnego zagrożenia[12], po drugie jako moment autentycznego seksualnego zaspokojenia.

Jak się wydaje, na uwagę szczególnie zasługuje konstatacja badacza o odebraniu kobiecie jej podmiotowości, ponieważ uroda kobiety nie oznaczała w obozie szans jej indywidualizacji[13]. Podobało się piękne ciało i, często właśnie z tego powodu, mordowano piękne ciało tego właśnie człowieka.

Kobiety piękne wielokrotnie doświadczały sadyzmu i rozmaitych form dehumanizującej perwersji. Jak wynika z relacji ocalonych, istotą tych sytuacji były ekstremalne formy zniewolenia i poniżenia kobiet, większość z nich potem zabito. Aby uniknąć tego rodzaju zakłóceń obozowej dyscypliny Heinrich Himmler zadecydował, że w ośrodkach koncentracyjnych dla kobiet zatrudniony zostanie damski personel.

Tak zorganizowano modelowy obóz, jakim był Ravensbrück, podobnie funkcjonowały późniejsze obozy koncentracyjne i ich podobozy dla kobiet. Jak wiemy, nie eliminowało to wielorakich form zwyrodniałego sadyzmu wobec więźniarek. Od momentu wprowadzenia w życie ustaw norymberskich obcowanie z „niższą rasą” było surowo zabronione, ale w warunkach okupacyjnych i obozu zakaz łamano nader często w rozmaitych formach, a towarzyszące mu akty przemocy i bestialstwa pozostawały bezkarne.

Wydaje się nawet, że naruszaniu narzuconej przez nazistów separacji towarzyszył impuls „zacierania śladów” czy „zmazywania hańby”, który sprowadzał się do unicestwienia ofiary i zarazem świadka. Aldo Coradello, były polityczny więzień obozu koncentracyjnego w Stutthofie, napisze:

To, co było dla mężczyzn straszne, dla kobiety było nie do zniesienia. […] Musiały się one rozbierać i były gwałcone przez pijanych SS-manów, co nie było rzadkością. Nie było też nic nadzwyczajnego, gdy kobietę wykończono, aby zatrzeć ślady uprzedniego gwałtu[14].

Wydaje się, że często działał też prosty mechanizm karania za urodę, kobiety przydzielano wtedy do najintensywniej, najszybciej wyniszczających prac. Na podstawie przeżyć z obozu w Skarżysku-Kamiennej tak relacjonowała Felicja Bannet:

Najpiękniejsze młode dziewczęta, blondynki o szczególnie pięknych rękach, wybierano do najgorszej pracy, do pikryny; przy niej od razu żółkły jak kanarki, a ręce pokryte były wrzodami. Nikt nie chciał starych kobiet[15].</em>

Krzysztof Dunin-Wąsowicz, były więzień obozu w Stutthofie i autor wielu historycznych opracowań dotyczących tego KL, opisuje los członków pierwszych transportów z Białorusi i Ukrainy, a wśród nich pięknych kobiet:

Przywieziono także kobiety, które dostały osobny barak. Kobiety te traktowano początkowo okropnie. Kazano im wykonywać najohydniejsze prace: wywozić ekskrementy ludzkie i gnój. Często co ładniejsze dziewczęta esesmani zabierali do siebie na noc. Jeszcze częściej robili to niemieccy kapowie i blokowi[16].</em>

Uroda więźniarek była stanem wyjątkowo krótkotrwałym, kobiety z południa Europy, nieprzystosowane do surowych warunków klimatycznych, traciły ją już po kilkunastu dniach pobytu w obozie. Te, które przeżywały kwarantannę i podejmowały pracę w komandach, szybko traciły na wadze, mizerniały, chorowały. Uroku nie dodawały też niedbale, nierówno ogolone głowy. Nie podlegały tej degradacji funkcyjne, syte, często dobrze ubrane, z ufryzowanymi włosami.

Być może w wielkiej „szansie najpiękniejszej”, czyli uprawdopodobnieniu wyjątkowego prześladowania albo śmierci, ujawniał się społeczny, darwinistyczny mechanizm degradacji tego, co wyjątkowe. Bo przecież literalnie odwzorowuje gaussowski rozkład prawdopodobieństwa wcześniej już cytowane zdanie wypowiedziane przez jedną z ocalałych: Zostawały przeciętne, nierzucające się w oczy.

Niepokojący jest w związku z losem więźniów i więźniarek obdarzonych urodą brak symetrii w ramach płci kulturowej. Primo Levi w Czy to jest człowiek? stwierdzi, że zwykły häftling (więzień rodzaju męskiego) nie miał szans przeżycia.

„Pozostali tylko lekarze, krawcy, szewcy, muzykanci, kucharze, atrakcyjni młodzi homoseksualiści, przyjaciele lub współrodacy jakiegoś potentata obozowego”[17].

Nie można byłoby tego samego powiedzieć w odniesieniu do atrakcyjnych kobiet. Wyjątkową naiwnością byłoby oczekiwanie, że urodziwe kobiety pozostawiano przy życiu. Hipotetyczne zdanie: „była tak piękna, że wypuszczono ją z komory gazowej i darowano życie”, okazuje się w kontekście faktów kompletnym nonsensem, odzwierciedlającym jeszcze jedną ciemną stronę genderowych różnic.

„I dlaczego ocalałam? Opatrzność boska. Bo przecież ani uroda… Były piękne, na przykład Włoszki i inne narodowości, Greczynki – wszystkie poszły do gazu”[18].

Nieco więcej światła mogłoby rzucić gruntowniejsze badanie tej problematyki. Tutaj pragnęłam jedynie skierować na nią uwagę i zaledwie sformułować tezę, że uroda kobiet nie była bez znaczenia, jeśli chodzi o ich eksterminację.

Na koniec oddaję głos Charlotte Delbo. Lament wyrażający zawierzenie sprawczej sile urody jest jednocześnie bolesną puentą:

Jej ojciec, matka, bracia i siostry zostali zagazowani zaraz po przyjeździe.
Rodzice byli za starzy, dzieci za młode.
Mówi:„Śliczna była moja młodsza siostra.
Nie możecie sobie wyobrazić, jaka była śliczna.
Nie spojrzeli na nią.
Gdyby spojrzeli na nią, to by jej nie zabili.
Nie mogliby”
[19].

Mogliby. Mogli.

Fragmenty książki Barbary Czarneckiej: Kobiety w lagrze. Zapis doświadczenia, Kraków 2018.


Rys.: Maja Berezowska
Zosia Lipińska rozstrzelana w Ravensbrück, 1944 tusz, akwarela, ołówek, papier, 14,2 x 11,5 cm, nr inw. Dep.445, Muzeum Niepodległości w Warszawie

Barbara Czarnecka<

Barbara Czarneckaxxxx

dr hab., biolożka i literaturoznawczyni zatrudniona w Zakładzie Badań Interdyscyplinarnych UwB, autorka między innymi książki "Kobiety w lagrze. Zapis doświadczenia" (WUJ 2018), pomysłodawczyni i kierowniczka projektu "Aktywna kultura pamięci - kobiece doświadczenie obozu koncentracyjnego".

Urszula Winiarska

Urszula Winiarska

Redaktorka i twórca koncepcji merytorycznej strony internetowej: kobietywlagrze.pl promującej wiedzę o obozowym doświadczeniu kobiet oraz mediatorka, koordynatorka realizacji projektu "Aktywna kultura pamięci - kobiece doświadczenie obozu koncentracyjnego".

Źródła

  1. Wydaje mi się, że egzystencja lagrowych kobiet pozwala wychwycić zupełnie osobny wątek ich doświadczenia związany z cielesną atrakcyjnością, nazywaną tu przeze mnie pięknością czy urodą i tak też najczęściej określaną w relacjach lagrowych.
  2. Zob. na przykład Anna Pawełczyńska, Wartości a przemoc. Zarys socjologicznej problematyki Oświęcimia, wyd. 2 przejrz. i uzup., Warszawa 1995, s. 56.
  3. We wspomnieniach więźniarki Ravensbrück czytamy na przykład: „Ponieważ zagrożenie stanowiły między innymi siwe włosy, więc zaczęło się masowe farbowanie. Podobno Mietka Jaroszówna Czajka, blokowa na bloku 20, zdobyła farbę, ale o tym dowiedziałam się dopiero z literatury obozowej. W moim otoczeniu używane były wywary z łupin cebuli, z kory drzew przynoszonej przez pracujące w ogrodnictwach lub lesie, względnie czernione węglem. Niektóre nie chciały się poddać takiemu zabiegowi, bo włosy stawały się kolorowe lub szare, ale czasami stanowiło to szansę przeżycia”, Anna Truszkowska-Kuliniczowa, Mój wiek XX. Wspomnienia, Szczecin 2004, s. 145.
  4. „Burak do malowania twarzy był niezawodny. Do przywracania twarzy”, Zofia Posmysz, Królestwo za mgłą, Kraków 2017, s. 17. „Tak, to selekcja! – zawołała Aërgi do mnie głosem pełnym rezygnacji: miała oczy zwierzęcia prowadzonego na rzeź. – Tak to selekcja – potwierdziła koścista Elenka i zaczęła poprawiać sobie chusteczkę na głowie, a potem pocierać energicznie twarz, żeby wywołać na niej rumieńce. Niemal wszystkie tak czyniły, pomagając sobie nawzajem w doprowadzeniu się do porządku, do elementarnej, możliwej schludności. Bolące plecy prostowały się siłą woli, niepokój ożywiał oczy, policzki gwałtownie szczypane dostawały kolorków”, Liana Millu, Dymy Birkenau, tłum. Krystyna i Eugeniusz Kabatcowie, Oświęcim 2007, s. 42.
  5. Maria Suszyńska-Bartman, Nieświęte męczennice, Warszawa 1971, s. 197.
  6. Charlotte Delbo, Żaden z nas nie powróci…, s.67.
  7. Tamże, s.88
  8. Zob. Maren Röger, Wojenne związki. Polki i Niemcy podczas okupacji, tłum. Tomasz Dominiak, Warszawa 2016.
  9. Janina Augustynowicz, Jacek w Ravensbrück, Warszawa 1972, s. 58.
  10. Dokumenty zbrodni i męczeństwa, red. Michał M. Borwicz, Nella Rost, Józef Wulf, Kraków 1945.
  11. Tamże,s.70
  12. Klaus Theweleit, Męskie fantazje, tłum. Mateusz Falkowski, Michał Herer, przekład przejrzał Arkadiusz Żychliński, Warszawa 2015, s. 179. Warto wspomnieć, że tezy Klausa Theweleita, opublikowane w Niemczech pod koniec lat siedemdziesiątych, spotkały się z krytyką historyków, a książka pojawiła się w atmosferze skandalu, zob. np. Jan Borowicz, Nagość i mundur. Ciało w filmie Trzeciej Rzeszy, Warszawa 2015, s. 27–31.
  13. Klaus Theweleit, dz. cyt., s. 200.
  14. Przywracanie ofiarom pamięci podmiotowej jest jednym z celów dyskursu o zagładzie, zob. np. Sonia Ruszkowska, Każdemu własna śmierć, Warszawa 2014.
  15. Aldo Coradello, Co się działo w Stutthofie, oprac. Danuta Drywa, Marek Rogowski, Warszawa 2011, s. 60.
  16. Dokumenty zbrodni…, s. 39.
  17. Krzysztof Dunin-Wąsowicz, Obóz koncentracyjny Stutthof, Gdynia 1966, s. 92.
  18. P. Levi, Czy to jest człowiek, tłum. H. Wiśniowska, Kraków 1978, s. 87.
  19. Zofia Posmysz, Do wolności, do śmierci, do życia, Warszawa 1996,s. 26.
  20. Charlotte Delbo, Żaden z nas…, s.52.